W poprzednim odcinku przedstawiłem modus
operandi swoich domówek, najczęściej wykorzystywane gadżety i urozmaicenia. W
dzisiejszym skupię się na trochę bardziej egzotycznych gadżetach, o niektórych
pewnie przeczytacie po raz pierwszy, ale trzeba poszerzać horyzonty, c’nie? W
końcu jak się wraca utytłanym* do
domu, dobrze mieć o czym opowiadać.
Twister
Sugerowana liczba imprezowiczów: duża
Wymagania dodatkowe: Twister itself
Uwaga, będę zdradzał supersekretne jutsu na zabawę, którą będziesz
długo wspominać i chcieć powtórzyć:
1. Zgubić,
spalić albo ukryć planszę do losowania „co gdzie położyć”, tak żeby wskazywała
stojąca obok osoba – ma to być facet.
2. Zebrać
jak najwięcej ładnych koleżanek, najlepiej takich z dużym dekoltem.
3. Namówić
je do grania, tak żeby grały trzy laski + ty, jak są cztery laski też jest
fajnie, ale nie aż tak.
4. Osoba
wskazująca musi być przeszkolona i ogarnięta jakie wydawać rozkazy. Użyj
wyobraźni!
5. PROFIT
$$$
Aparaty fotograficzne i sprzęty nagrywające wskazane. Tak, podoba
mi się ten Twister. To bardzo ładny Twister. Aha, unikać grania bez kobiet.
Ocena: 5/5
Move
Sugerowana liczba imprezowiczów: mała, średnia
Wymagania dodatkowe: PS3, Move
Sytuacja z Move’em jest podobna do opisywanego ostatnio DDR-a. Czyli ciężko jest namówić ludzi do zabawy, a
destrukcja otoczenia jak ktoś jest zbyt utytłany*
może być nawet większa – chociaż zarobiłem swego czasu dobrą flaszkę na rzecz rozwalonego
żyrandola, więc to potrafi być też zaletą. Sama gra za to potrafi zabawić
zdecydowanie dłużej od skakania na podłodze i naraz mogą grać cztery osoby,
więc w generalnym rozrachunku stawiam toto wyżej od mat do tańczenia. No i
Ibisz robiący za lektora w jednej z gier rozwala i daje dodatkowe powody do
brechtania.
Ocena: 3/5
Buzz
Sugerowana liczba imprezowiczów: mała
Wymagania dodatkowe: PS3, Buzzery, opcjonalnie samo PSP
styknie
Są dwie wersje Buzz: na PS3 i PSP. O ile ta druga to przede
wszystkim znacznie niższe koszta i możliwość grania praktycznie wszędzie, tak
skupię się na pierwszej, bo jest zwyczajnie lepsza. Jakby mi ktoś powiedział,
że symulator teleturnieju to dobry temat na domówkę, to bym go wyśmiał, ale, o
dziwo, sprawdza się nieźle. W wielu konkurencjach liczy się refleks przy
odpowiadaniu, a jak do tego dochodzą problemy z przeczytaniem i zrozumieniem
pytania, to gra zaczyna nabierać dodatkowej głębi. Pojebany dobór pytań
dopełnia wrażeń – nie ma to jak w finałowym starciu obić się o pytanie pokroju
„Z kim w 1999 roku rozstał się Michael Jordan”.
Ocena: 4/5
Stupromilowy Las
Sugerowana liczba imprezowiczów: średnia
Wymagania dodatkowe: stupromilowy las itself
Urozmaicony klon alkochinczyka to jeden z najlepszych
prezentów urodzinowych, które sobie nawzajem wręczaliśmy – imo przebija nawet
karton Amaren zapakowany w roooshooofy papier. Planszówka, która potrafi
postawić przed nami poważne dylematy natury egzystencjonalnej (pójść na pakt i
częściej pić w zamian za boosta do liczby wyrzucanych pól), zmusić do wykonania
trudnych zadań (patatajaj dookoła stołu, pokonaj w walce szermierczej
wyimaginowanego jeża), wykazać się niebagatelną znajomością konkurentów
(jakiego koloru majtki ma na sobie gracz? Co woli: piwo, czy wódkę?) czy
wreszcie obudzić ducha bezpośredniej rywalizacji w pojedynku na to, kto się
pierwszy zaśmieje. Ale najtrudniejsze i tak pozostaje zadanie milczenia przez
całą kolejkę. Do tego dochodzi wybór „klasy” postaci, która też daje solidne
bonusy jak wymuszenie rozbierania się konkurentów albo dodatkowe okazje do
picia. Zaprawdę powiadam wam: epic Stuff! I sugerowaną liczbę graczy z pudełka
można olać, lepiej się gra w więcej osób
Ocena: 5/5
Wormsy
Sugerowana liczba graczy: mała
Wymagania dodatkowe: pecet albo konsola
„Macie Wormsy, a każecie mi ŚPIEWAĆ?!!!!”. Wormsy zupełnie
nieoczekiwanie okazały się solidnym patentem na finisz domówki. Siedzimy sobie,
ktoś dla zwały rzucił pomysł, żeby pograć w Wormsy i nagle się okazało, że
ludzie są za. Oczywiście, zrobienie z tego głównej atrakcji to insta fail dla
imprezy, do tego ryzykujecie, że zanudzone dziołchy później będą wam przez
tydzień wypominać, że graliście w jakąś głupią grę a one w tym czasie
zasypiały, ale co tam, satysfakcja ze zrzucenie betonowego osła na ostatniego
robaka przeciwnika jest tego warta. Tylko na finiszera imprezy i tylko jeśli
jakimś cudem znowu się zdarzy, że ktoś będzie chciał w to grać.
Ocena: 3/5
Na jakiś czas cykl zaliczy przerwę, przynajmniej dopóki nie
zbiorę kolejnych atrakcji, które można by opisać. Co powinniście wynieść z
cyklu? Podstawą zrobienia zajebistej domówki jest Singstar i Twister,
urozmaicenie w trakcie w postaci DDR-a , Muve’a lub Buzza i konsola z bijatyką
jako dodatek. Opcja druga to sam Stupromilowy las też jest w pytkę. Udanego chlańska!
* Ruda koniecznie chciała być zacytowana na blogu, więc
proszę bardzo. Teraz czekam na obiecane spotkanie w sądzie.





Zapraszam do Fresh Marketu przy ul.Komuny Paryskiej 40. Najlepsze produkty, przystępne ceny, MIŁA OBSŁUGA
OdpowiedzUsuńZwalniam cie!
Usuńnie zgadzam się z prezentowanymi przez ciebie ocenami. absolutnie!
OdpowiedzUsuńKarłobójco... Nie znasz dnia ani godziny..
OdpowiedzUsuń