Jak kiedyś próbowałem rozgryźć, dlaczego Ojciec Chrzestny
jest tak fajny jak jest, to ostatecznie doszedłem do wniosku, że to głównie
dzięki sposobowi, w jaki Puzo sportretował bohaterów. Widz/czytelnik (bo tyczy
się to zarówno książki jak i filmu) nie ma wątpliwości, że rodzina Corleone to
zimnokrwiści, socjopatyczni mordercy. A jednak, mimo to, utożsamia się z nimi,
martwi o ich losy i, zwyczajnie, lubi ich.
Z takim samym podejściem mamy do czynienia w Synach
Anarchii, których piąty sezon niedawno dobiegł końca. Historia obraca się wokół
klubu motocyklowego w Ameryce, którego członkowie starają się chronić
społeczność małego miasteczka przed zewnętrznym syfem. Przynajmniej o tym były
pierwsze sezony, bo z czasem zagęszczenie problemów zaczyna przekraczać
jakiekolwiek skale i klub nie jest w stanie radzić sobie z kłopotami
wewnętrznymi, a co dopiero tymi z zewnątrz. Których wcale nagle nie zaczyna
brakować, nie, to by było za proste. Kapitalnie prowadzona fabuła, zaskakujące
zwroty akcji liczone w dziesiątkach na odcinek, fenomenalne aktorstwo i kreacje
bohaterów, miażdżąca muzyka i brutalny, bezkompromisowy styl – to są Sonsi w
pigułce, najlepszy serial, jaki oglądałem. A piąty sezon jest najlepszym ze wszystkich.
Dalej będą spoilery, więc jeśli jeszcze nie oglądałeś/aś, to jest ten moment, w
którym to zmieniasz.
Piąty rozdział, z planowanych siedmiu dzieła Kurta Suttera,
to przede wszystkim opowieść o tym, jak fotel prezydenta zmienia człowieka. To
historia upadku Jaxa, który, próbując wyprowadzić klub z nielegalnej
działalności, zamienia się w człowieka, którego nienawidził – Claya. To już nie
jest przepełniony ideałami „książę”, to zimnokrwisty morderca, który bez
wahania łamie długoletnie sojusze, przymyka oko na zabójstwa niewinnych i
spiskuje za plecami swoich braci z MC. To też opowieść o Clayu, człowieku,
który stracił wszystko i rozpaczliwie stara się odzyskać dawną pozycję. Sutter
sprawia, że zaczynamy mu współczuć i zastanawiać, czy faktycznie nie byłoby
lepiej, gdyby udało mu się powstrzymać Jaxa. Gdzieś pomiędzy nimi mamy Gemme,
również wyniszczoną i pozbawioną tego, co dla niej najważniejsze.
Zagrożeniem zewnętrznym dla klubu pozostają interesy z
Kartelem i sprawa RICO, ale dochodzi też Damon Pope, gangster dysponujący
zasobami z łatwością mogącymi zniszczyć SoA. Jax balansuje między potężnymi
siłami, tworzy kruche sojusze i aż do rozwiązania wątków nie wiadomo, jak się
to wszystko może potoczyć. Pod względem poczucia, że klub wmieszał się między
siły, z którymi nie jest w stanie nawet nawiązać walki, piątemu dorównuje
wyłącznie czwarty sezon – tyle że tym razem obeszło się bez pól minowych i
wyrzutni rakiet.
![]() |
| Nero, nowy gracz, wymiata. |
Aktorstwo i kreacje głównych bohaterów to nadal najwyższa
półka, ale warto skupić się na trzech debiutujących postaciach. Harold
Perrineau wcielił się w rolę Damona Pope’a, grubą rybę świata przestępczego,
któremu Tig w końcówce poprzedniego sezonu zabił córkę. Wiedziony chęcią zemsty,
początkowo pragnie zniszczyć SAMCRO, ale ostatecznie tworzy sojusz z Jaxem i
niejako staje się jego mentorem. Przynajmniej do czasu. Postać charyzmatyczna i
sympatyczna, choć może aż zbyt sympatyczna – ciężko widzieć w nim bezwzględnego
mafioso. Tego problemu nie ma z Jimmym Smitsem wcielającym się w Nero – obok
Jaxa, Claya i Gemmy gwiazdę tego sezonu. Latynos, dawny przestępca, który stara
się uciec od przeszłości, w wyniku kontaktu z klubem ostatecznie zaczyna
rozumieć, że nie może zmienić swego przeznaczenia. Kapitalna kreacja i
doskonale nakreślona relacja między nim a Jaxem. Rozmowa z ostatniego odcinka i
„Wycofam się. Jeśli ty też się wycofasz” to majstersztyk. O trzecim
debiutancie, granym przez Donala Logue’a Lee Toricu póki co za wiele powiedzieć nie
można, jego wprowadzenie to klasyczny foreshadowing na to, czego możemy się
spodziewać w szóstym sezonie.
Na deser zostawiłem sobie mięso, czyli najlepsze sceny z
sezonu. Pierwsza i najważniejsza to śmierć Opiego – jednego z najbardziej lubianych
bohaterów. Brutalna i chwytająca za serce scena, która, jeśli ktoś, gdzieś,
kiedyś zrobi ranking najlepszych scen śmierci w serialach, powinna znaleźć się
w czołówce. Imponująca była też scena zabicia córki Tiga – doskonałe pokazanie,
że Damon Pope to nie jest przeciwnik, z którym Sonsi mogą się mierzyć. Na
zupełnie innym biegunie, ale również warta wspomnienia jest akcja szantażu
polityka – odrobina czarnego humoru przypominająca pierwsze sezony, miłe
rozluźnienie atmosfery między nieustannymi spiskami i niebezpieczeństwami. No i
finał sezonu – ujawnienie wszystkich elementów planu Jaxa, ostateczne złamanie
Claya i kończący sezon cliffhanger. Czekanie prawie rok na ciąg dalszy jest
niemal fizycznie bolesne.
![]() |
| Hell yeah you're not. |
O zaletach Sonsów mógłbym pisać jeszcze długo, ale chyba już
wystarczy. Wspomnę jedynie o malutkiej wadzie, jedynej, jaka przychodzi mi do
głowy. Jest to kolejny sezon, w której żadnej ekspozycji nie otrzymali Happy,
Rat i ten gruby, którego przezwiska nawet nie pamiętam. Skoro już przewijają
się ciągle w tle, można by się w końcu pokusić o jakiś wątek z nimi związany,
zanim się ich zabije jak zwykłe mięso armatnie. Ale jest to wada w żaden sposób
nie zmieniająca faktu, że Sons of Anarchy Wielkim Serialem jest. Największym.



Notka bardzo fajna, ale lepiej pisz inżynierke zamiast pisać notki!
OdpowiedzUsuń