niedziela, 26 sierpnia 2012

Flame war – jak dolewać oliwy, żeby nie zagasić, a rozpalić


Rok akademicki przyzwyczaił mnie do regularnych dram, więc spokojne i wypełnione nudą wakacje są jak brutalny odwyk. Żeby chociaż trochę sobie to zrekompensować, znalazłem nową rozrywkę – flame wary, a.k.a. dramy internetowe. Tworzenie nowych, rozkręcanie dogorywających itd. Solidny, ambitny trolling. Przedstawiam poradnik, jak włączyć się do cudzego flejma i rozgrzać go tak, że z małego ogniska rodzi się pożar lasu, a nam zostaje wtedy usiąść z boku, wziąć popcorn i obserwować ciąg dalszy.



1.       Wybór celu
Dobrym polem do zabawy jest fejs. Przeszukajcie tablicę znajomych, istnieje duże prawdopodobieństwo, że znajdziecie solidny punkt wyjścia. Publiczne pranie brudów pary lub byłej pary, psiapsiółki, którym nie podoba się nowy chłopak jednej z nich, nawet zwyczajne wyzywanie się dwóch facetów – okazji na włączenie się do konfliktu i zapewnienie sobie dobrej dramy powinno być sporo, jeno uważać trzeba, żeby później nie skończyć bez zębów, bo znajomemu dresikowi nie spodobały się nasze pełne subtelnej ironii komentarze.

Jeśli jednak na fejsie pustki, wszyscy wszystkich lubią, kochają i w ogóle zostaje tylko rzygać tęczą, to trzeba szukać gdzie indziej. Można się powyzywać w komentarzach na Onecie, ale to jest zabawa dla dzieci o IQ szympansa – a nasz trolling ma być piękny, ambitny, ma być dziełem sztuki, o którym będą krążyć legendy! Z pomocą przychodzą fora dyskusyjne. Najlepiej związane z jakimś mało popularnym hobby albo rodzajem muzyki czy zespołem – czymś, co ludzie zwykle traktują dużo poważniej niż powinni. Ja na przykład preferuję pewne forum o tematyce komiksów superbohaterskich. Bo wiadomo, komiksy, superbohaterowie, serious business. Idealne pole bitwy.

2.       Strona konfliktu
Jak już znaleźliśmy sobie pożar, należy opowiedzieć się po którejś ze stron. Jak już z jedną sympatyzujemy, sprawa jest prosta. Jeśli nie, to i tak trzeba się na którąś zdecydować – zachowując  neutralność niczego nie wskóramy. Nie wolno też zmieniać stron w trakcie wojny – trzeba iść w zaparte i trzymać się swoich przekonań, nieważne, że obraliśmy je minutę przed napisaniem posta. Nikt nie lubi chorągiewek.



3.       Obrażanie
Sedno dobrego flejma tkwi w zdenerwowaniu drugiej strony barykady. Ale wpadnięcie w środek dyskusji, sypnięcie kilkunastoma kurwami i chujami nie da nam nic oprócz Bana (hmm, Word ma spory respekt dla banhammera, skoro automatycznie poprawił mi na wielką literę). Należy działać subtelniej. Na początek trochę sugestii, że druga strona nie zna się na rzeczy, zarzucanie im braku kontaktu ze światem rzeczywistym, w przypadku ich ataków, obracanie ich argumentów przeciw nim samym, nadużywanie sarkazmu, naśmiewanie się – tak pisane posty powinny ich szybko zdenerwować. W miarę trwania dyskusji w końcu powinna też pojawić się okazja na udowodnienie komuś, że jest hipokrytą. Pamiętaj, drogi trollpadawanie, nie przegap tej okazji! Nikt nie lubi być nazywany hipokrytą, daje to najlepsze efekty. Można też walić w zaparte i ignorować większość argumentów skupiając się na wybranych – w końcu nam to ktoś wypomni i będzie trzeba rozszerzyć asortyment, ale do tego czasu zarobimy kolejne punkty.

4.       Argumentowanie
Oczywiście jak już się z kimś kłócimy, musimy używać jakiejś argumentacji. Trzeba tu jednak uważać, żeby nie przedobrzyć – jak za dobrze przedstawimy swoje rację, przeciwnik będzie gotów uznać swoją przegraną, albo, co bardziej prawdopodobne, przestać się udzielać, bo nie będzie miał jak tego skontrować. Dlatego argumenty mają być na tyle dobre, by podtrzymać dyskusję, ale też nie aż tak dobre, by ją wygrać.



5.       Spokój i luz
Trzeba się pilnować, żeby się za bardzo nie wciągnąć w dyskusję – wtedy zamiast śmiać się z wkurzonych frajerów, sami do nich dołączamy i marnujemy godziny życia na argumentowanie, dlaczego Playstation 3 jest lepsze od Xboxa 360. To przecież jasne, że jest, nie trać czasu. Jesteśmy tu, żeby się pośmiać z innych, udowadnianie swoich racji zostawmy na sytuację, w których jest to istotne. Zachowujemy spokój, dystans, dobrze też ten dystans przelewać na posty – głupie „:D” czy „XD” na końcu posta daje nam z automatu moralną przewagę i  dodaje punkty do wkurwienia konkurenta.

6.       Eskalacja
Jeśli wszystko idzie dobrze, nasz konflikt zbrojny powinien zdobywać nowych uczestników, a ci już obecni być mega wkręceni w naszą zabawę – ostatnio udało mi się doprowadzić do sytuacji, że na pięć moich zdań otrzymywałem od jednego gościa odpowiedź na dwie strony. Piękne jest to, że w tym momencie nasza obecność już nie jest potrzebna – można przestać pisać, rozsiąść się wygodnie i mieć ubaw z obserwowania, jak sprowokowani zagryzają się ze sobą. Fun, fun. fun!

I to tyle. Żaden internetowy flame war nie dorówna porządnej dramie z prawdziwego życia, ale jak się nie ma co się lubi, to się trolluje w Internecie. Wymaga to trochę treningu, ale za to jak fajnie zabija nudę!

Okejos Herca nie ma nic wspólnego z tematem. Ale wymiata, więc też będzie w poście.

1 komentarz:

  1. Za to, co się pojawiło po prawej stronie, pod Twoim avkiem, mogę powiedzieć tylko jedno: "oh stop it, you" :)

    OdpowiedzUsuń