Rok akademicki przyzwyczaił mnie do regularnych dram, więc
spokojne i wypełnione nudą wakacje są jak brutalny odwyk. Żeby chociaż trochę
sobie to zrekompensować, znalazłem nową rozrywkę – flame wary, a.k.a. dramy
internetowe. Tworzenie nowych, rozkręcanie dogorywających itd. Solidny, ambitny
trolling. Przedstawiam poradnik, jak włączyć się do cudzego flejma i rozgrzać
go tak, że z małego ogniska rodzi się pożar lasu, a nam zostaje wtedy usiąść z boku,
wziąć popcorn i obserwować ciąg dalszy.
1. Wybór celu
Dobrym polem do zabawy jest fejs.
Przeszukajcie tablicę znajomych, istnieje duże prawdopodobieństwo, że
znajdziecie solidny punkt wyjścia. Publiczne pranie brudów pary lub byłej pary,
psiapsiółki, którym nie podoba się nowy chłopak jednej z nich, nawet zwyczajne
wyzywanie się dwóch facetów – okazji na włączenie się do konfliktu i
zapewnienie sobie dobrej dramy powinno być sporo, jeno uważać trzeba, żeby
później nie skończyć bez zębów, bo znajomemu dresikowi nie spodobały się nasze
pełne subtelnej ironii komentarze.
Jeśli jednak na fejsie pustki, wszyscy
wszystkich lubią, kochają i w ogóle zostaje tylko rzygać tęczą, to trzeba
szukać gdzie indziej. Można się powyzywać w komentarzach na Onecie, ale to jest
zabawa dla dzieci o IQ szympansa – a nasz trolling ma być piękny, ambitny, ma
być dziełem sztuki, o którym będą krążyć legendy! Z pomocą przychodzą fora
dyskusyjne. Najlepiej związane z jakimś mało popularnym hobby albo rodzajem
muzyki czy zespołem – czymś, co ludzie zwykle traktują dużo poważniej niż
powinni. Ja na przykład preferuję pewne forum o tematyce komiksów
superbohaterskich. Bo wiadomo, komiksy, superbohaterowie, serious business.
Idealne pole bitwy.
2. Strona konfliktu
Jak już znaleźliśmy sobie pożar, należy
opowiedzieć się po którejś ze stron. Jak już z jedną sympatyzujemy, sprawa jest
prosta. Jeśli nie, to i tak trzeba się na którąś zdecydować – zachowując neutralność niczego nie wskóramy. Nie wolno
też zmieniać stron w trakcie wojny – trzeba iść w zaparte i trzymać się swoich
przekonań, nieważne, że obraliśmy je minutę przed napisaniem posta. Nikt nie
lubi chorągiewek.
3. Obrażanie
Sedno dobrego flejma tkwi w zdenerwowaniu
drugiej strony barykady. Ale wpadnięcie w środek dyskusji, sypnięcie kilkunastoma
kurwami i chujami nie da nam nic oprócz Bana (hmm, Word ma spory respekt dla
banhammera, skoro automatycznie poprawił mi na wielką literę). Należy działać
subtelniej. Na początek trochę sugestii, że druga strona nie zna się na rzeczy,
zarzucanie im braku kontaktu ze światem rzeczywistym, w przypadku ich ataków,
obracanie ich argumentów przeciw nim samym, nadużywanie sarkazmu, naśmiewanie
się – tak pisane posty powinny ich szybko zdenerwować. W miarę trwania dyskusji
w końcu powinna też pojawić się okazja na udowodnienie komuś, że jest
hipokrytą. Pamiętaj, drogi trollpadawanie, nie przegap tej okazji! Nikt nie
lubi być nazywany hipokrytą, daje to najlepsze efekty. Można też walić w
zaparte i ignorować większość argumentów skupiając się na wybranych – w końcu
nam to ktoś wypomni i będzie trzeba rozszerzyć asortyment, ale do tego czasu
zarobimy kolejne punkty.
4. Argumentowanie
Oczywiście jak już się z kimś kłócimy, musimy
używać jakiejś argumentacji. Trzeba tu jednak uważać, żeby nie przedobrzyć –
jak za dobrze przedstawimy swoje rację, przeciwnik będzie gotów uznać swoją
przegraną, albo, co bardziej prawdopodobne, przestać się udzielać, bo nie
będzie miał jak tego skontrować. Dlatego argumenty mają być na tyle dobre, by
podtrzymać dyskusję, ale też nie aż tak dobre, by ją wygrać.
5. Spokój i luz
Trzeba się pilnować, żeby się za bardzo nie
wciągnąć w dyskusję – wtedy zamiast śmiać się z wkurzonych frajerów, sami do
nich dołączamy i marnujemy godziny życia na argumentowanie, dlaczego
Playstation 3 jest lepsze od Xboxa 360. To przecież jasne, że jest, nie trać
czasu. Jesteśmy tu, żeby się pośmiać z innych, udowadnianie swoich racji
zostawmy na sytuację, w których jest to istotne. Zachowujemy spokój, dystans,
dobrze też ten dystans przelewać na posty – głupie „:D” czy „XD” na końcu posta
daje nam z automatu moralną przewagę i
dodaje punkty do wkurwienia konkurenta.
6.
Eskalacja
Jeśli wszystko idzie dobrze, nasz konflikt
zbrojny powinien zdobywać nowych uczestników, a ci już obecni być mega wkręceni
w naszą zabawę – ostatnio udało mi się doprowadzić do sytuacji, że na pięć
moich zdań otrzymywałem od jednego gościa odpowiedź na dwie strony. Piękne jest
to, że w tym momencie nasza obecność już nie jest potrzebna – można przestać
pisać, rozsiąść się wygodnie i mieć ubaw z obserwowania, jak sprowokowani
zagryzają się ze sobą. Fun, fun. fun!
I to tyle. Żaden internetowy flame war nie dorówna porządnej
dramie z prawdziwego życia, ale jak się nie ma co się lubi, to się trolluje w
Internecie. Wymaga to trochę treningu, ale za to jak fajnie zabija nudę!


Za to, co się pojawiło po prawej stronie, pod Twoim avkiem, mogę powiedzieć tylko jedno: "oh stop it, you" :)
OdpowiedzUsuń