![]() |
| Good Enough, czyli substytut Husara |
Wyobraź sobie, że decydujesz się zrobić coś zajebistego.
Dołączasz do koła
naukowego, razem z dwoma innymi kołami przez kilka miesięcy szykujecie projekt
robota. Takiego, co to z
łatwością zdoła poruszać się po powierzchni pozaziemskiej. Projekt zgłaszacie
do prestiżowego konkursu organizowanego przez NASA i udaje wam się
zakwalifikować do wielkiego finału. Przez kilka miesięcy dopracowujecie Husara, modyfikujecie, ulepszacie. W końcu ruszacie na konkurs. I wszystko się sypie.
Stąd lubię też, chociaż osobiście nie znam, studentów
wchodzących w skład Drużyny HUSARa. Drużyny, której historia podbijała jakiś
czas temu Internety i która jest tak osom, że aż się do hype’u przyłączam i też
o nich piszę. Bo zasłużyli na sławę jak mało kto.
![]() |
| Ekipa z Husarem przed wyjazdem na konkurs |
I wszystko się sypie. Firma kurierska gubi waszą paczkę, w
której znajdowała się większa część Husara. Paczuszka znika, tak po prostu.
Kilkadziesiąt godzin staracie się ją zlokalizować, ale nie udaje się. Gdzieś
między odprawą celną a placówką NASA, na obcym kontynencie, dzieło wielu
miesięcy waszej pracy znika.
Brzmi chujowo? I tak bez wątpienia jest. Ale warszawscy
studenci postanowili wystawić środkowy palec przeznaczeniu, losowi, Bogu, czy
jak ktoś by nie zechciał nazwać siły wyższej, na którą zazwyczaj zrzuca się
winę w sytuacji bycia w głębokiej dupie z powodów niezależnych od nas. Mając
dwie doby do prezentacji, pogadali z innymi ekipami biorącymi udział w
konkursie, otrzymali od nich trochę części i zamknęli się w pokoju hotelowym,
by stworzyć robota od nowa. Przez dwie doby pracowali, walczyli, tworzyli coś,
co jak sami stwierdzili „nie będzie drugim Husarem, ale będzie ‘dość dobre’”. Podeszli
do sprawy z determinacją, przy okazji całą sytuację obrócili w żart,
organizując chociażby konkurs na nową nazwę dla robota.
![]() |
| "Musieliśmy stworzyć całą infrastrukturę elektroniczną od nowa. Nie była czasu na ładne kładzenie kabli." |
Jak można się było spodziewać, konkursu nie wygrali. Na
samej prezentacji, po niezłym starcie, robot odmówił też współpracy.
Niezniechęceni, dokonali poprawek i chwilę później ponownie pokazali swoje
dzieło, tym razem już działające bez zarzutu. Za mało, żeby wygrać, ale dość,
by ich determinacja przeszła do historii. Za to, że się nie poddali i że
walczyli do końca, polskie Internety i tak okrzyknęły ich zwycięzcami. Docenili
to też organizatorzy, dając im wyróżnienie. I słusznie, bo zrobili coś, co bez
kozery było niesamowite. Szkoda, że nie wygrali. Ale sława i szacunek to
nienajgorsza nagroda pocieszenia. A w tym wypadku jak najbardziej zasłużona.
Więc, drogi czytelniku, jak następnym razem będziesz jęczeć, że jest
trudno, że świat jest przeciwko tobie i nic się nie udaje – masz przykład, jak
obrócić porażkę w zwycięstwo. Wykorzystaj go, zamiast chować się w kąt i
ryczeć.
A ja chcę film stworzony na podstawie historii Husara. Nie
kolejną denną polską komedyjkę romantyczną, nie poważny film o głębokim
przesłaniu, które zrozumie pięć osób, nie ckliwą opowieść o tym, jak nam ciężko
było w przeszłości. Niech jakiś polski reżyser zrobi film o czymś, co naprawdę
się zdarzyło, co jest w zasadzie gotowym materiałem na scenariusz i co naprawdę
potrafi zainspirować do bycia lepszym.
Zdjęcia wzięte z oficjalnego fanpage Husara.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz